[Latest News][6]

Akcja
animal attack
Arnold Schwarzenegger
artykuł
Buzzujemy
Clive Barker
Cronenberg
Dick
Eksperyment
film.org.pl
Gangsterka
Horror
John Carpenter
Karate
klasa B
Klasyka
Komedia
Lata 70-te
Lata 80-te
lata 90-te
Magivanga
Muzyka
Na spokojnie
Noir
Obyczaj
Ogłoszenia Parafialne
Okolice Grozy
Post-apo
punk
ranking
relacja z koncertu
rock
Rumiankowo
S-F
Seagal
SF
Święta
Thriller
Trip
Van Damme
Włoszczyzna
Zakalec

Inwazja łowców ciał. ONI już tu są.


Najpierw była powieść Jacka Finneya “Inwazja łowców ciał”. Pierwszą ekranizację nakręcił w 1956 roku Don Siegel, tworząc niesamowitą, do dziś robiącą wrażenie opowieść o kosmitach zastępujących ludzi pozbawionymi emocji duplikatami. Akcja toczyła się w niewielkim amerykańskim miasteczku. Drugi raz historię na ekran przeniósł Philip Kaufman w 1978 roku, zabierając widza do wielkiej metropolii. Obraz nie tylko dobrze zniósł próbę czasu. Nadal pozostaje majstersztykiem, i to bez specjalnej optyki w rodzaju “jak na kino z tamtych lat”. Po raz trzeci za temat wziął się Abel Ferrara, który z kolei przedstawił inwazję w bazie wojskowej i skupił się na emocjach wyobcowanej nastolatki. Kontrowersyjny reżyser nakręcił kino duszne, ale pozbawione siły swych poprzedników.

My zajmiemy się filmem Kaufmana jako obrazem zbyt zapomnianym jak na rzecz tak udaną, spójną i intrygującą. Fabuła może wskazywać silne powinowactwo z B-klasowymi pomyjami, ale to tylko pozory.
Zarodki z kosmosu docierają do ziemi. Przywierają do roślin. Przybyły, by klonować ludzi, wytwarzając ich nowe wersje w kokonach. “Poprawione” osobniki pozbawione zostaną ludzkiej skazy - uczuć. Narodzi się nowe społeczeństwo - zgodne i doskonałe. 



Bohaterami jest para przyjaciół. Oboje pracują w Departamencie Zdrowia. Elizabeth zauważa, że jej mąż stał się dziwny, nieobecny. Matthew doradza jej wizytę u psychiatry i stara się mieć na nią oko; jest zakochany w przyjaciółce. Tymczasem w mieście zaczyna się epidemia dziwnych zdarzeń. Ludzie zmieniają się z dnia na dzień. Zdają się nieobecni, spotykają w zamkniętych grupach. Obraz Kaufmana to studium paranoi, zagłady i osaczenia. Mamy tu do czynienia z inwazją, która przebiega po cichu. Z sytuacją, której prawie wszyscy próbują zaprzeczyć lub w ogóle nie zwracają na nią uwagi. Koszmar ma tu wymiar osobisty i społeczny.

Ktoś, kogo znacie, zachowuje się dziwnie. Obco. Inaczej. Podejrzanie. To może być mały gest, dziwne spojrzenie, coś, co zobaczycie ukradkiem. Coś, co zakłóca czytelny i spójny dotąd obraz osoby. I możecie z tym zostać sami, bo nikt inny nie dostrzeże różnicy. Takim zmianom mogą podlegać nie tylko tylko jednostki, ale i całe społeczności. Niekiedy ciężko jest ustalić moment, w którym to, co normalne, codziennie, oswojone, przeradza się w rzecz groźną, nieodgadnioną i złowrogą.


Film pozwala bohaterom na przeżycie pełnego spektrum tego koszmaru: niepokój, lęk, bezradność, poczucie osamotnienia, wreszcie - zetknięcie z bolesną świadomością, że wszystko jest już INNE, OBCE. Potem: gniew, nienawiść, chęć odwetu. Ale w pewnym momencie nie ma już dokąd uciec. Nie można liczyć nie tylko na najbliższych, ale i innych ludzi, na rząd, media, wojsko czy jakiekolwiek znajome struktury.

Pierwsza połowa obrazu pozwala nam obserwować rozwój inwazji i bohaterów szamoczących się pomiędzy strachem a racjonalizacją w sytuacji, którą próbują rozszyfrować sami, nie mając żadnych wskazówek. Druga - to desperacka walka o przetrwanie w mieście, w którym każdy jest potencjalnym wrogiem, a zapadnięcie w sen oznacza przemianę w klona.

Reżyser i operator przeszli samych siebie, filmując San Francisco pod wieloma dziwnymi kątami, eksponując mroczną stronę tłumu, podkreślając osamotnienie bohaterów. Miasto jest tu labiryntem, pełnym cieni i wywołującym uzasadnioną podejrzliwość.To, co oglądamy, przypomina koszmar paranoika. Muzyka Danny'ego Zeitlina oferuje zarówno chłodne elektroniczne pulsacje, kojarzące się z pełzaniem, rozpływaniem czy ściekaniem czegoś obrzydliwego, jak i jazzowe schizofreniczne uderzenia o dużej mocy czy akordy nerwowo wyszarpane z pianina. Efekty specjalne to nadal klasa. Świetna ręczna robota pozwala cieszyć oczy narodzinami klona z kokonu czy obrazami przelotu zarodników z innej planety na ziemię. Wszystko to wygląda przekonująco i odpowiednio organicznie. Strona techniczna filmu nie zestarzała się ani trochę. Została podporządkowana wizji reżysera i powoduje, że “Inwazja” naprawdę zawiera stężoną dawkę grozy. Bez wahania można go nazwać apokaliptycznym.



Jednak historia nie miałaby swojej siły wyrazu, gdyby nie postaci. Elizabeth i Mathew to zwykli ludzie, którzy mają do czynienia z niezwykłą sytuacją. On jest opiekuńczy, a ona urocza i robi niezłe rzeczy z oczami. Lubią ze sobą przebywać i potrafią ze sobą rozmawiać (dziś już nie tak łatwo w kinie o naturalne sceny “mówione”). Rzadko można trafić na filmy, w których chemia między bohaterami jest równie silna. Sutherland gra tutaj normalnego, uśmiechniętego gościa; nie jest zmanierowany czy psychopatyczny, w czym wyspecjalizował się później. Brooke Adams jest naturalna i w pełni przekonująca. Razem stworzyli pełną życia parę, której trudno nie kibicować.
O ile więc przemiana skapcaniałego męża Elizabeth w pozbawiony emocji automat nie wywołuje w widzu poważnego szoku, o tyle w przypadku głównych bohaterów oznaczałaby zabicie wszystkiego, czym byli do tej pory. Napięcie nie znika ani na chwilę, bo wiemy, że gra toczy się o wszystko.



Drugi plan jest równie dobry. Jeff Goldblum( weteran gatunku - “Mucha”,”Park jurajski”,” Dzień niepodległości”) i Veronica Cartwright odtwarzają znajomych naszej pary . Oni również wzbudzają pozytywne emocje. W roli psychiatry, który w środku apokalipsy udziela złotych rad na temat zachowania zdrowego rozsądku, wystąpił Leonard Nimoy, czyli Spock ze “ Star treka”. Nimoy wywołuje w widzu pewien niepokój, pozostając najbardziej zagadkowym elementem grupy.

Mamy tu więc mocny, dobrze obsadzony zespół aktorski, który sprawia, że ta historia pozostaje od początku do końca na serio i wgryza się w pamięć widza. No i nie zapominajmy o Robercie Duvallu. Świetny aktor pojawia się na moment w pierwszych scenach filmu. Nic nie mówi; znika z kadru po paru sekundach. Co tam robi? Zobaczcie sami, bo film posiada też świetne otwarcie.

Obraz przetrwa próbę czasu. Będzie wzbudzał niepokój. Tematyka pozostanie aktualna. Pytanie o ingerencję (dokonaną jawnie lub po cichu) w nasze życie i możliwość utraty tożsamości będzie wywoływało niepokój. Poza tym czasy są paranoiczne, więc jesteśmy paranoiczni, a paranoicy potrzebują ICH. Obserwuj żonę, sąsiada, ojca i ludzi w tramwajach. I koniecznie obejrzyj ten film.

“Inwazja“ to science fiction idealne. Rzecz nie do sklonowania. 


I ścieżka dźwiękowa: 




O Autorze

"Przyszedłem tu żuć gumę i skopać kilka tyłków. I właśnie skończyła mi się guma."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Start typing and press Enter to search