[Latest News][6]

Akcja
animal attack
Arnold Schwarzenegger
artykuł
Buzzujemy
Clive Barker
Cronenberg
Dick
Eksperyment
film.org.pl
Gangsterka
Horror
John Carpenter
Karate
klasa B
Klasyka
Komedia
Lata 70-te
Lata 80-te
lata 90-te
Magivanga
Muzyka
Na spokojnie
Noir
Obyczaj
Ogłoszenia Parafialne
Okolice Grozy
Post-apo
punk
ranking
relacja z koncertu
rock
Rumiankowo
S-F
Seagal
SF
Święta
Thriller
Trip
Van Damme
Włoszczyzna
Zakalec

Szczury: noc grozy! Italo-wszystko.


Bruno Mattei. Filmowiec-legenda. Złodziej pomysłów. Istna fabryka podróbek, rzucająca się na każdy pomysł, który da się szybko i tanio przerobić na ciężkostrawną pulpę.
Gdyby żył w U.S.A, kręciłby zapewne dla Rogera Cormana. Urodził się jednak we Włoszech i tam reżyserował trash wszelkiego gatunku. Lubił westerny, horrory, soft-porno i obrazy sensacyjne. Chciał uprawiać szokujące kino bez tabu. Garść tytułów ze stajni naszego bohatera:” Zombie pożeracze mięsa 2”, “Porno holocaust”, “Przemoc w więzieniu dla kobiet” czy “Terminator 2 “ (który tak naprawdę jest podróbką filmu “Obcy 2”). Mattei nie tylko kradł cudze pomysły, ale zdarzało mu się pożyczać od samego siebie: jak było trzeba, ścieżkę dźwiękową z jednego filmu umieszczał w innym. Reżyser przypomina nieco Jesusa Franco, innego papieża tandety, tyle że ma na swoim koncie znacznie mniej tytułów. Jesus pomnażał swoje dokonania dzięki nadludzkiej łasce produktywności i nie ma sobie równych. Mattei nakręcił 5 razy mniej filmów, ale i tak zaśmiecił kinematografię w sposób zauważalny.
“Szczury” to post-apo żenione z horrorem. W 2015 roku pociski nuklearne zdewastowały ziemię. Teraz, 225 lat później, wyjałowiona planeta to wielka pustynia. W myśl zasady, że w grupie raźniej, paru motocyklistów przemierza spalone ziemie w poszukiwaniu schronienia. Kiedy natrafiają na opuszczone miasto z własnym źródłem wody i jedzeniem, postanawiają w nim zostać. Nie wiedzą jeszcze, że pustostany skrywają tysiące szczurów. Uzbrojeni w broń palną i miotacz ognia, staną do walki o swoje życie.

Oto ulubiony film własny Bruno Mattei. Jeśli ktoś myśli, że czeka go ekscytująca przygoda, pora na fakty. “Szczury” to poroniony, chropawy twór. Breja powstała w wyniku sklejenia paru pomysłów. Mamy tu coś jakby “Mad maxa”, mamy carpenterowski motyw grupy walczącej w zamknięciu o przetrwanie i próby nawiązania do “Nocy żywych trupów” Romero, ale wszystko to jest wyskrobane z gara, w którym gotował się szlam z wiórami.

Tytułowe “Szczury” są tak naprawdę garstką gryzoni, która nijak nie umie się zainteresować naszą grupką. I chociaż bohaterowie krzyczą, że są ohydne, że są ich setki, że są podstępne, to czuję się oszukany, bo na ekranie zupełnie tego nie widać. Kontrast pomiędzy ospałym zachowaniem gryzoni a reakcjami uwięzionej ekipy, skwierczącej z przerażenia, ujawnia pewien potencjał komiczny filmu. Faktyczne zagrożenie zastąpiono deklaratywnością. To trochę tak, jakbym oglądał film o gladiatorach, w którym starcia na arenie ograniczają się do ujęcia na twarz bohatera, który macha mieczem przed siebie i ze spoconą twarzą zapewnia o przebiegłości i sile swego przeciwnika oraz napięciu nie do wytrzymania.



Mattei w pewnym momencie raczy nas co prawda widokiem zbliżającego się “morza szczurów”, ale są to jakieś ręczne wyroby, które poruszają się na taśmie. Największą atrakcja, jaką przygotowali dla nas twórcy, a jednocześnie najbardziej “ratyzowanym” elementem obrazu, jest szczurzy prysznic, który przydarza się paru bohaterom. Polega to na tym, że dana postać wychyla się gdzieś, a na jej głowę spada “deszcz” gryzoni. Oto jedna ze szczurzych metod przeprowadzania ataku. Inną jest wyskok jak z katapulty - futrzaki mają tyle pary w nóżkach, że niczym “Crittersy” wzlatują nad ziemię, by dopaść do ludzkiego mięsa. W pierwszym wypadku ktoś z ekipy musiał sypać szczurami z jakiegoś kosza, w drugim - rzucać nimi w aktorów.

A co z samą grupą bohaterów? Jest oczywiście dzielny przywódca. Tchórzliwy bydlak marzący o roli tego pierwszego. Jest dziewczyna na krawędzi obłędu, powtarzająca, że nie wyjdą z tego żywi. Jest dziewczyna dzielna. Koleś do złudzenia przypominający Chucka Norrisa. Blondas o ksywce Video. Jest napalona parka, która - zgodnie z międzynarodowym prawem horroru - musi zginąć na początku. Łysy typ uprawiający medytację i niepospolicie uduchowiony, co objawia się zawieszaniem wzroku gdzieś w próżni - zazwyczaj podczas mówienia o czymś ważnym.Za scenerię “nocy terroru” robią obskurne pomieszczenia. Dialogi także są obskurne i dubbingowane z włoskiego na angielski. Bohaterowie zachowują się idiotycznie. To atrapy postaci wypchane absurdalnymi pomysłami i kretyńskimi odzywkami. W pierwszych scenach głodni i wyczerpani odkrywają zapasy jedzenia, co powoduje u nich erupcję radości, w wyniku której jedna z postaci wysypuje na siebie pół worka mąki. Potem jest tylko gorzej.




Jak na horror o krwiożerczych szczurach nie ma tu zbyt wiele gore, tak więc flaki nie pływają po podłodze. Tania charakteryzacja ran na tanich aktorach musi zaspokoić nasz głód mocniejszych wrażeń. Zaskakująco dobrze wypadła muzyka - dużo elektroniki, trochę organów; są i próby budowania napięcia, i rześki temat przewodni. Ścieżka dźwiękowa i poprawne zdjęcia to chyba jedyne jasne punkty tego przedsięwzięcia.

Dla kogo zatem jest ten film? “Szczury” straszą tylko nieudolnym wykonaniem, więc żaden miłośnik horroru nie będzie kontent. Może więc jest to film “tak zły, że aż dobry”? Nie wydaje mi się. Przy “Szczurach” ciężko o salwy śmiechu. Owszem, bywa zabawnie, ale nie do rozpuku. Film nie podniesie też żadnej popijawy przed ekranem do rangi wielkiego wydarzenia towarzyskiego, aczkolwiek jest to kino, za które lepiej brać się w parach lub większych grupach. Jeśli oglądać “Szczury”, to nie w milczeniu, ale komentując, narzekając, wyrzucając z siebie wszystkie emocje na gorąco. Półtorej godziny projekcji nieco się dłuży, niemniej dobrnąłem do końca (swoją drogą, ryjącego beret, jak się to kiedyś mówiło).




Może więc cały ten trash posiada jakiś podprogowy urok? Na pewno jest to portal do świata dziwnych doznań - masochistyczna przejażdżka do wymiaru zeskorupiałej wyobraźni, niskobudżetowy sen o byciu prawdziwym horrorem, prawdziwym filmem; brutalnie transplantowana zewsząd tkanka pomysłów ciśnięta na cienką jak opłatek pizzę pływającą w ketchupowej brei. Oto rasowy trash - włoszczyzna z całym dobrodziejstwem inwentarza. Pamiętajcie, ten film nie stał nawet koło amerykańskich “Ślimaków” czy “Żab”. “Szczury” to te niższe kręgi piekielne.Na takiej filmowej strawie kultowy kanał “Polonia 1” wychował pewne pokolenie widzów. Ciekawe, kim i gdzie teraz są. Kim są ci, którzy szprycowali się - na własne życzenie i w dużych ilościach - surowym mięsem napromieniowanej taniochą italo-bryndzy? “Szczury” to pisk przeszłości. Bilet na przejażdżkę w starym, niedobrym stylu. Zostaliście ostrzeżeni; zostaliście zaproszeni.

O Autorze

"Przyszedłem tu żuć gumę i skopać kilka tyłków. I właśnie skończyła mi się guma."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Start typing and press Enter to search